Do naszej redakcji napisała zaniepokojona czytelniczka – pani Agnieszka. Jej mama mieszka w Cieplicach, tuż przy rzece Kamiennej. To miejsce, które podczas ubiegłorocznej powodzi – dokładnie 14 września – znalazło się w strefie realnego zagrożenia. Od tamtej pory, jak twierdzi kobieta, nie zrobiono nic, by zapobiec podobnej sytuacji w przyszłości. Zero prac porządkowych, zero oczyszczania, zero konkretów.
„Dzwoniłam do Wód Polskich. Dowiedziałam się, że… trwa przetarg. Przetarg od roku?! Władze odsyłają mnie od jednych do drugich drzwi, a stan rzeki Kamienna jest katastrofalny. Od powodzi w 1986 roku koryto nie było czyszczone. Zdjęcia nie oddają tego, co zostawiła po sobie rzeka…” – pisze pani Agnieszka.
To nie są emocje na wyrost. Jak podkreśla kobieta, mówimy o żywym zagrożeniu, które narasta. Rzeka zarasta, brzegi się osuwają, a kolejne nawałnice i ulewy – jak pokazują ostatnie tygodnie – to nie scenariusz z filmu katastroficznego, tylko nasza rzeczywistość.
Czy mamy czekać na kolejne dramaty? Czy znowu po fakcie pojawią się wielkie deklaracje i obietnice? Rzeki są zarośnięte, nieudrożnione, wały zapomniane. A mieszkańcy? Czują się bezsilni i zlekceważeni.
„Proszę, może Państwo to nagłośnią. Bo mam wrażenie, że inaczej nikt się tym nie zajmie…” – kończy pani Agnieszka.
Apelujemy do instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo hydrologiczne: czas przetargów minął – czas na konkretne działania. W przeciwnym razie to tylko kwestia czasu, kiedy kolejna powódź zamieni codzienne życie mieszkańców Cieplic w walkę o przetrwanie.


