Wczoraj nad ranem, na drodze Lipa – Mysłów, doszło do groźnie wyglądającego wypadku. Auto osobowe wypadło z jezdni i dachowało w przydrożnym rowie. Powodem było oblodzenie nawierzchni. O tej sprawie pisaliśmy już informacyjnie, dziś wracamy do niej z innej perspektywy.
Do redakcji zgłosił się poszkodowany kierowca. Poprosił, żeby opisać coś, co bardzo go poruszyło po wypadku. Jak relacjonuje, w czasie gdy jego samochód leżał na dachu, a on sam był zdezorientowany i ranny, obok przejechało blisko 20 pojazdów. Kierowcy zwalniali, patrzyli, niektórzy niemal się zatrzymywali… i jechali dalej. Nikt nie podszedł. Nikt nie zapytał, czy нужна jest pomoc.
Mężczyzna był sam. Po dachowaniu przez chwilę nie mógł znaleźć telefonu, który wypadł mu w aucie. Chciał wezwać pomoc, ale w pierwszych minutach był zdany wyłącznie na siebie. Jak mówi, właśnie ten moment obojętności ze strony innych kierowców zapamięta najmocniej.
Przypomnijmy fakty. Do zdarzenia doszło około godziny 6:50. 56-letni mieszkaniec powiatu jeleniogórskiego, kierujący fordem, stracił panowanie nad pojazdem na oblodzonej drodze. Samochód zjechał z jezdni i dachował. Kierowca został przetransportowany do szpitala w Jeleniej Górze. Był trzeźwy.
Ten tekst nie jest po to, by kogokolwiek piętnować. To raczej apel o zwykłą, ludzką empatię. Wszyscy jesteśmy kierowcami. Wszyscy gdzieś się spieszymy. Ale czasem wystarczy zwolnić, zatrzymać się na chwilę, zapytać: „Czy wszystko w porządku?”, „Czy wezwać pomoc?”. Dla osoby po wypadku to może mieć ogromne znaczenie.
Zima, śliski asfalt, marznące opady – takich zdarzeń może być więcej. Obyśmy w takich momentach byli nie tylko uczestnikami ruchu drogowego, ale też ludźmi.


